Strona główna » BLOG » Dziękuję ci stara rajszplo, za to że zwróciłaś mi uwagę na to, że moja córka płacze » Strona 2

Dziękuję ci stara rajszplo, za to że zwróciłaś mi uwagę na to, że moja córka płacze

Niezły cyrk, niestety moje małpy i moje przedstawienie

W pobliżu ławki znajdowałam się ja, z nieco wystraszoną już histerią starszej siostry Mańką. Obok dwa rowerki, które będę musiała te 1500 metrów z dwójka dzieci przetransportować jakoś do domu. Staram się uspokoić moje starsze dziecko. Próbuję spokojnie tłumaczyć sytuację, proponować inne rozwiązania, ale to nie działa. Podchodzę i pytam się czy ją przytulić, odpowiada mi krzykiem: „NIE” prosto w bębenek ucha. Wykorzystuję cały asortyment znanych, każdej matce sztuczek. Zuza może pójdziemy na lody? Krzyczy, że nie i chce buju. No to może włączyć ci na telefonie Świnkę Peppę? Oczywiście dostaję odmowną odpowiedź wyartykułowaną gardłowym krzykiem. No to może przytulić? (Znowu nie). Może zmienimy plac zabaw? Może ustawimy się w kolejkę do huśtawki? Może kupimy jakąś zabawkę w Pepco? Może poczekamy? Może powiesz mi jak mogę ci pomóc? Może chesz jeść, pić, cokolwiek? To wszystko powtarzałam do Zuzi jak niezdarta płyta przez ponad dwadzieścia minut, oczywiście z „nieodkładaną w tym przypadku” Mańką na rękach.

Królowe dramatów

Oczywiście histeria mojego dziecka wzbudziła powszechną sensację. Widziałam, że ludzie szepczą o nas, pokazują palcami, kręcą przeczącą głowami, bo jak jako matka nie potrafię zapanować nad małym dzieckiem?! Wiem, że dla wielu ludzi powinnam podejść wpierdolić w dupsko tak, żeby zsiniało i pójść do domu. Ale nie zrobiłam tak. Nadal negocjowałam, po pól godzinie braku efektów postanowiłam zwijać to przedstawienie w kierunku domu. Na myszy siedziała już podminowana Mania, której ewidentnie udzielił się nastrój Zuzi. Wiedziałam, że jeszcze chwila, a będę miała dwie ryczące córki, 1500 metrów od domu. Wyszłyśmy jakoś z parku, mimo tego że Zuza nadal wyła, krzyczała to szła. Ale po przekroczeniu bramy uparła się i usiadła na chodniku. Zaparła się i nie chce iść dalej.

Co robi matka?

Podnoszę jej rzucony rowerek biegowy, montuję go jakoś na rowerze Mańki (mimo, ze trochę mi się buntuje, że koło jest blisko jej pleców), nie mam innego wyjścia. Podnoszę szamoczącą się Zuzie z chodnika i mówię: „córko mam dość tej awantury, musze cię nieść na rękach, bo nie dojdziemy inaczej do domu”. Zuza zaczyna krzyczeć jeszcze głośniej, wyje tak, że ktoś z boku może pomyśleć, że jestem wyrodną matką. Zawieszam ją sobie na lewym barku, na prawym mam torbę z dziecięcymi rzeczami: pieluchy, woda, mokre chusteczki, zabawki, jedzenie. Lewą ręką przytrzymuję wijącą się i krzyczącą Zuzę, prawą ręką pcham rower Mańki z zawieszonym biegowym rowerkiem Zuzy… Kurwa, jest mi zajebiście ciężko. Nie mogę dźwigać dzieci, bo mam chory kręgosłup, ale idę dalej. Jeszcze 1200 metrów do domu, dam radę. I nagle pojawia się ona. Królowa Wszechświata, która wie kim jestem, zna moje życie, wie wszystko o moich córkach i wysyła w moim kierunku złote rady.

„Twoja córka krzyczy, pewnie jest jej niewygodnie”

I w tym momencie cała moja złość spowodowana awanturą Zuzy znika.

Ta złość w ułamku sekundy materializuje się i przechodzi w kosmiczne wręcz wkurwienie na tę starą rajszplę, która mi sadzi pod nosem uwagi na temat tego jak niosę dziecko, że jej się nie podoba, że ona tak głośno krzyczy, że jaką ja matką jestem?!

To nie była starsza miła zatroskana pani. To była stare, wredne, zrzędliwe babsko, które przelało moją czarę goryczy. Nie wytrzymałam i posłałam w jej kierunku kilka „pań dobrych obyczajów”.

Pani Złota Rada

Stara rajszpla nie odpuszcza i nadal wchodzi w dyskusję, że jej na starość należy się spokój, a nie krzyk dziecka w biały dzień. Z tego wszystkiego wykrzyczałam jej, żeby zadzwoniła na policję, jak jej coś nie pasuje i jeśli mojemu dziecku dzieje się krzywda. Rozumiesz, niosę rozhisteryzowane dziecko na barku, które waży już prawie 20 kilogramów. Drugą ręką pcham rowerek z młodszą córką, zawieszonym rowerkiem Zuzy i niosę na nim torbę. Do domu mam ponad kilometr. Moje starsze dziecko nie przestaje wyć. Ona potrafi tak przez bite dwie godziny. Młodsza zaczyna też płakać. Wyją dwie, ja jestem jedna i jeszcze ta stara „kurwa” musi wsadzić swoje trzy grosze. Dopiero jak wykrzyczałam jej, że nie jest mi lekko iść z dwóją dzieci i rowerami samej, to się zamknęła i poszła. Ludzie się odwrócili i patrzyli jak się wydzieram. Było mi wszystko jedno. Chciało mi się wyć ze zmęczenia, z poczucia bezsilności i bezradności. Nie jestem chujową matką, mam po prostu bardzo wymagające dziecko.

Apel do rozsądku

Opisałam wam tę sytuację , dlatego że wiem jak to jest być niesprawiedliwie ocenianą na co dzień. Jak ktoś z rodziny, znajomych, albo nie wiedzieć czemu obcych nam ludzi, daje nam złote rady na temat wychowywania naszych dzieci. Wiem jak to jest, gdy inni ludzie cię oceniają, mędrkują i doradzają, mimo że ty o to nie prosisz. Jestem odpowiedzialną matką, która była i nadal chodzi ze swoim dziecka do pediatry i psychologa. Zuza jest bardzo wymagająca. Ma silny charakter, bardzo wyraziście manifestuje swoje zdanie. Jako matka bardzo często nie daję sobie z tym rady. Od kiedy urodziłam Zuzę jestem daleka od oceniania innych matek i dzieci po pozorach. Ostatnio usłyszałam, że na każde dziecko jest sposób. A co jeśli na moje działa wyłącznie wypłakanie i wykrzyczenie się? Czy to oznacza, że można mi dopierdalać komentarzami, uwagami i bezczelnym zachowaniem? Istnieje wyraźna różnica między znęcaniem się nad dzieckiem, a transportowaniem jego do domu, bez krzyku, szarpania i innych złych rzeczy. Wydaje mi się, że w takich sytuacjach można jedynie współczuć matce i jej jeszcze bardziej nie stresować.

Strony: 1 2

21 komentarzy do “Dziękuję ci stara rajszplo, za to że zwróciłaś mi uwagę na to, że moja córka płacze”

  1. Oj tak płacz pomaga. Moja Ada choć na co dzień usmiechniwra i radosna też oiteafi dać pokaz histerii .i wtedy tylko wyplakanie pomoże. Na wszystko odpowiada słowem NIE j większym placzem . czasem płacz trwa 5 minut czasem godzinę.
    Nie iceniam innych rodziców i nie daje złotych rad bo od tego mi daleko. A kazde dziecko jest inne.

    1. Dokladnie mam tak samo. Boli serce matki, kiedy nie możesz pomoc dziecku, ukoić jego placzu,a le tak naprawdę co masz zrobić? Komentarze innych ludzi na ten teamt nie pomagają tylko jeszcze bardziej mnie dobiają wtedy 🙁

  2. naszebabelkowo.blogspot.com

    Jak ja Cię dobrze rozumiem, Kochana! Z moim Bąblem jest podobnie – od samego początku był bardzo wymagającym niemowlakiem i z wiekiem wcale mu to nie przechodzi. Czasami potrafi myć zęby albo ubierać się ponad półtorej godziny – oczywiście wyjąc przez cały ten czas, rzucając wściekle ciuchami, wrzeszcząc wniebogłosy. Jak się już dobrze wypłacze – nagle następuje idealna cisza, zgoda i uśmiech na twarzy od ucha do ucha. Jakby mi raptem ktoś dziecko podmienił. Zawsze tlumaczyłam sobie „taki charakter”, „high need baby”, „z wiekiem z tego wyrośnie” – ale ostatnio okazało się, że jednak częściowo potwietdzily się moje obawy związane z integracją sensoryczną. I to pewnie ona właśnie w dużej mierze za takie „akcje” u nas odpowiada.

    1. Na termin integrancji sensorycznej już któryś raz z kolei się natknęla m i zastanawiam się czy u nas również bezie ten problem? Jakie kroki podjęłaś by to zdiagnozować?

  3. Moja córa była taka sama. Wieczny ryk, krzyk, bunt. Niestety jej pierwsze 4 lata życia to był mój najgorszy koszmar,do tego stopnia, że nienawidzę wspomnień z tamtego okresu. Byłam psychicznie wypompowana. I jeszcze te porady „wszechwiedzących” starych bab, albo gadanie ciotek jakie to one mają idealne wnuczki. Oszaleć można było. Jedyne czego się nauczyłam przy wrzaskach córki to to, aby w pewnym momencie nie reagować na jej spazmy, po prostu musiałam się „wyłączyć”, żeby nie zwariować :/ Dziś cieszę się, że córa ma 14 lat, nic jej nie zostało z HNB.

    1. Rozumei Cię Luszko, bo czasem i ja mam serdeczne dość tego wszystkiego. Mańka rownoważy trudny mojego macierzyństwa… czasem łąpię się na tym, że marzę wręcz o tym, aby Zuza była równie „bezproblemowa” jak jej siostra 🙁

  4. Słusznie to odpisałaś! Bo to nigdy nie jest tak że gardłowo krzyczace dziecko jest nam obojętne. Sytuacja wpędza w zakłopotanie, zwłaszcza jak wiesz że w zasadzie nic nie pomoże jak się nie wykrzyczy. U nas każde dni są takie, raz poranki przed przedszkolem, a innym razem popołudnia gdy chceme wyjść np. na spacer i lody. Ostatnio sąsiad był łaskaw ocenić mnie mianem znecajacej się matki, bo ona tak mocno płacze że aż się zanosi. Byłam taka bezradna i bezsilna, że z tej całej złości odpowiedziałam że jest totalnie nie fair oceniając mnie nie znając sytuacji. Aktualnie mija mnie jak powietrze bez dzień dobry jak kiedyś. Ale spływa mi to totalnie. Ludzie są okropni, nawet zapędzając się nie potrafią przeprosić.

    1. Wiesz co, ten sąsiad to palant. Ja czasem się boję, że ktoś naśle na nas policję,a lbo MOPR, bo tak się moja córka wydziera, że z boku można pomysleć, że się ją katuje. Nikt nie zdaje sobie sprawy jak mocno przeżywa to matka. Ja czesto doslownie czuję się zterroyzowana psychicznie przez moje dziecko. Te jej histerie są wykańczajace, jest hardcorowo moemntami. Spoleczeństwo zamaist wieszać na nas psy, powinno nam pomóc, wesprzeć dobrym słowem i uśmiechem, a nie cały czas oceniać i podcianć skrzydła.

      1. Też się tego boję ale z drugiej strony nie robię niczego takiego bym się miała ich bać. Histerie i ciągły ryk ogromnie frustruja Nie umiem myśli w głowie pozbierać, czasem nawet wymyślić obiadu. Wszystko mi się w głowie piętrzy i gotuje wtedy. Starsze pokolenie ogólnie ma nas za leni i tych od beztroskiego wychowania. Łatwiej dać z paska w dupe przecież no nie ? Uczą te sytuacje olewania tych ludzi, ale nim nauczą to bardzo ta niesprawiedliwa ocena boli 🙁

        1. Boli i nakreca złość jeszcze bardziej. czasem odpuszczam, a czasem wylewam na nich tę gorycz. No niestety tak to jest, że obcy ludzie czują się wkspertami o twojego życia…

      2. Aniu, sytuacja wymagająca od matki wspięcia się na wyżyny cierpliwości. Trudna jak zrobienie przez amatora pirueta na lodzie. Wiem, tacy ludzie co to patrzą, i wymownie dają do zrozumienia, iż nie umiemy wychowywać naszych dzieci są deprymujący. Sama często spotykam się z takimi spojrzeniami. Ale powiem Ci, że u nas w kraju i tak nie jest jeszcze tak źle. Wiem, marne to pocieszenie, ale jednak. Mieszkałam w Pradze czeskiej. Czesi lubują się w klapsach. Jak się dziecko źle zachowuje na placu zabaw, to klaps. Jak się ociąga wychodząc z szatni szkolnej to klaps od rodzica. Mało tego. Jak się, źe zachowuje na placu zabaw, to może i zarobić klapsa od… obcej osoby!

        1. Kasiu… nie miałam pojęcia, ale kiepska sytuacja zatem w Czechach. Gdyby ktoś mi dziecko uderzył, to jakbym odparowała, to byłoby pozmaiatane. Wiem, że mama musi być oazą spkoju, ale sama wiesz jak to jest, kiedy już fizycznie i psychicznie wymiękasz. Obcy ludzie w tym na pewno nie pomagają…

      3. Mialam kiedys podobna sytuacje. Moje starsze tez bylo (jest?) HNB i nie wiem nawet, o co wtedy poszlo, ale miala atak histerii pod domem. A tu przechodzi sasiadka, z tego co wiem, matka juz doroslej corki (matka – czujesz to, matka matce!) i mowi cos o „Biednym dziecku”. Szlag mnie trafil, nie dlatego, ze brak mi empatii dla dziecka, ale dlatego, ze chyba dla kazdego jest jasne, ze dla mnie taka sytuacja nie jest bynajmniej komfortowa. Ponadto, ze wspolczucie nie nalezy sie wlasciwie mojej corce, ktora wlasnie daje upust emocjom (szczesliwa!), ale mnie, ktorej emocjom ulec nie wolno. I ja, tak szukajaca dobra w kazdym czlowieku, wlasnie sobie pomyslalam – „zlosliwa stara baba”.
        Moja opinia o tej sasiadce jako zlosliwej babie (tak, nie bojmy sie nazywac rzeczy po imieniu) ugruntowala sie, kiedy ktoregos dnia zasugerowala mi, ze celowo (prowokacyjnie) zalozylam … czarne majtki pod jasne spodnie. A prawda byla taka, banalna i znana chyba kazdej matce HNB, ze najwazniejsze dla mnie bylo byc ubrana kompletnie i w miare czysto, natomiast w co, bylo mi wlasciwie wszystko jedno. Zadna tam stylowka na insta, zadne utwierdzanie sie w kobiecej atrakcyjnosci, raczej walka, zeby wyjsc jak najszybciej z domu.
        Natomiast do Twojej sytuacji – jako ze moje HNB ma juz 10 lat, czuje sie troche jak weteranka na tym terenie. Nie znalam wtedy tego okreslenia i musialam opracowac wlasne patenty. W podobnej sytuacji (dziecko uciekalo z placu zabaw na ruchliwa ulice, wybuch byl spowodowany za wczesnym jej zdaniem odebraniem z przedszkola, a potem tym, ze nie dotknela „naszej” rzezby – nie dotknela, zaznaczmy, bo nie chciala) udalo mi sie kiedys wybrnac w ten sposob, ze mocno ja przytulilam, wlasciwie unieruchomilam w ramionach. Po kilku trwajacych wiecznosc minutach poczulam, jak jej opor slabnie. Zaczela plakac (juz nie wyc, tylko rozpaczliwie lkac), a ja z nia. Po kilku minutach zapomniala o calej akcji i bawila sie, jakby nigdy nic. Ja pamietam caly czas, a minelo juz osiem lat. Ok, wiem, ze masz dwojke, ja wtedy moglam sie skoncentrowac na mojej (miedzy moimi jest piec lat odstepu), wiec pewnie i ten patent Ci sie nie przyda.
        Czytam w komentarzach o diagnozach – rowniez bardzo wysoka inteligencja (i idaca z nia czesto w parze nadwrazliwosc) moze byc przyczyna HNB (nie szukajmy zawsze deficytow, chociaz oczywiscie i to moze byc przeklenstwem). Serdecznie pozdrawiam.

        1. Bardzo ci dziekuję za twoję historię <3 Zgadzam się z proponowaną metodą, czasem działa, ale czasem niestety nie. Nie uważam, że HNB to jakiś wyrok, zdaje sobie sprawę że Zuza jest nad wyraz wrażliwa i inteigetna, ale czasem po ludzku zwyczajnie wymiękam. Szczególnie gdy inni mnie oceniają i dodaja swoje 3 grosze. Takie historie jak twoje są bardzo wartosciowe, pokrzepiajace oraz mile widziane na tym blogu 🙂 Dziekuę, że jesteś :*

      4. Ja kiedyś poszłam z rodziną do kościoła, z moja córka, mężem, bratem, bratowa i dwójką ich dzieci. Monika nie chciała stać w miejscu, chciała chodzić, a najlepiej biegać dookoła ławek. Unieruchomienie jej nie wchodzili w grę bo wiła się jak wąż i krzyczała. Miała wtedy niespełna dwa lata. Mój brat skomentował wtedy, że takie zachowanie w kościele jest wycinkiem całego wychowania (w domyśle złego). Bardzo mnie to wtedy zabolało.

      5. Miałam to szczęście, ze wychowywalam moich synów we Francji, a tu takie komentowanie to raczej rzadkość. Tym bardziej dziwiły mnie uwagi o braku czapeczki czy sweterka podczas pobytów w Polsce. Natomiast co do sytuacji z krzykiem to przypominam sobie dwie ostre akcje. Jedna była we francuskim supermarkecie, gdy odmówiłam kupna kolejnej zabawki i była dla mnie na tyle trudnym testem cierpliwości, ze pamietam do dziś. Druga zaś miała miejsce podczas wizyty moich rodziców gdy z jakiegoś powodu mały ryczał i robił histerie wieczorem ze zmęczenia, Bo cały dzień nie spał. Wtedy po taz pierwszy i ostatni musiałam ostro i zdecydowanie wyjaśnić rodzicom, żeby zachowali dla siebie swoje złote rady. Chyba było to skuteczne, bo już nigdy potem nie podważali mojej roli jako matki. Tak sobie myslę, ze miałam farta. Tobie mogę tylko wysłać jak najwiecej pokładów pozytywnej energii.

        1. Nika, dziękuję bardzo. Każde macierzyństwo ma swoje blaski i cienie, ale totalnie nie rozumiem jak kobieta, kobiecie może dopierdzielać.. i to w chwilach kryzysu. Grr. na szczęście to już hsitoria 🙂 Ściskam!

      6. Mam jedną podpowiedź. Kup sobie nosidło. Todlera. Mam 4 latka i 2 latka plus 2 starszyzny. Poratuje twój kręgosłup. A może i psychicznie będzie trochę łatwiej

      7. Uwielbiam, kiedy wtrącają się do nas inne „pomocne” osoby, bądź oceniające nas z góry osoby – napisałam w tym temacie artykuł https://odrudej.pl/dlaczego-ona-tak-krzyczy-wredna-matka/
        Ja czasami mam dość, chętnie popłakałabym i pokrzyczałabym razem z dzieckiem. A tak na poważnie, my znamy nasze dzieci najlepiej – trudno dobrze, że pokazują swoje emocje (niech je uwalniają, to pomaga) cóż niech inne osoby się przyglądają. Mają pomocną radę czy krytykę? Nie ma sprawy: Wpuść jednym uchem, wypuść drugim droga mamo i nie psuj sobie dnia!

      8. Pingback: Mom-shaming – czym jest i jak sobie z nim radzić? - Blaber

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *