Strona główna » BLOG » Jak wspierać kobietę w połogu? » Strona 2

Jak wspierać kobietę w połogu?

Mój mąż zmył ze mnie poczucie wstydu

Druga wstydliwa kwestia, którą mój mąż ogarnął bez mrugnięciem oka była następująca. U wspomnianej wyżej pani była właśnie delegacja odwiedzających. Korzystając z okazji, że przyszedł mój mąż, chciałam iść pod prysznic. Schodząc z łóżka wyleciała mi podpaska, robiąc ogromną kałużę krwi. Nie wyglądało to zbyt estetycznie. Całe czerwone łydki, kałuża krwi obok i wzrok kilku obcych osób skierowanych na mnie. Byłam tak pocięta i poszyta, że nie było szans, abym to sprzątnęła. Brak możliwości schylania się przez kilka tygodni… Mój mąż ogarnął sytuację błyskawicznie. Nie tylko bez słowa posprzątał po mnie. Pomógł mi się wykąpać, to jeszcze przytulił i powiedział, żebym się nie martwiła, bo nic się nie stało. Wierzcie mi, że wtedy na tej sali pełnej ludzi, czułam się tak obnażona z godności, że gdyby nie mąż chyba bym się rozwyła z poczucia bezsilności.

 Jesteśmy w domu, czyli połóg w domowych pieleszach

Kiedy kobieta wraca do domu z noworodkiem, wydaje jej się że będzie lepiej. Rzeczywistość okazuje się o wiele bardziej brutalna. W szpitalu miałam do pomocy położną, która mogła pomóc przystawić dziecko do piersi, dać proszki przeciwbólowe lub po prostu pogadać i wytłumaczyć co się dzieje.

W domu zostaliśmy sami w nowej sytuacji. Zaczyna się tzw. nawał mleczny, czyli twoje piersi produkują więcej mleka, niż dziecko jest w stanie zjeść. W tym momencie, każdą kobietę bolą piersi. Są poobgryzane, bolesne sutki. Każde przystawienie dziecka do piersi do wycie z bólu. Do tego wszystkiego nadal krwawisz, bo twoja macica się skurcza. Naturalne karmienie przyśpiesza proces zwijania się macicy do stanu początkowego, ale przy każdym karmieniu czujesz ogromny ból w dole brzucha.

Prawdziwy obrazek połogu

W połogu w organizmie kobiety zachodzi szereg zmian. Są to nie tylko zmiany hormonalne, laktacyjne, krążeniowe, ale także zmiany emocjonalne. W tym okresie może pojawić się więc tzw. baby blues, okres dołku emocjonalnego poporodowego, który jeśli utrzymuje się zbyt długo, może zamienić się w depresję poporodową. Na szczęście depresja dotyczy tylko kilku procent kobiet. Ale mimo wszystko to bardzo trudny okres, bo jesteś obolała, zmęczona, masz opuchnięte piersi, zwija ci się macica, a do tego wszystkiego musisz się również nauczyć „instrukcji obsługi” tego małego człowieka.

Jak wspierać kobietę w połogu, czyli realne wsparcie Pana Nieidealnego:

By dokładnie pokazać wam co robił mój mąż w okresie połogu po obydwu porodach, postanowiłam, wam to wszystko wypunktować:

– przystawiał dziecko do obolałych piersi,

– podawał mi wodę w czasie karmienia, gdy noworodek „wisiał non stop na cycu”,

– nosił dziecko, gdy musiałam iść siusiu lub brałam prysznic,

– gotował mi kompresy z suszonej kory na pocięte krocze,

– po cesarce 2 razy dziennie robił mi zastrzyki w brzuch przeciwko zakrzepicy,

– gotował, sprzątał, robił zakupy,

– został 2 tygodnie po porodzie by być przy nas non stop,

– przytulał, masował, wspierał dobrym słowem, gdy ryczałam z poczucia bezsilności,

– sprzątał po krwawieniu, cieknącym mleku i nigdy nie traktował tego, jako czegoś obrzydliwego,

– powtarzał codziennie, że mi dziękuje za urodzenie dzieci,

– mówił cały czas, że będzie dobrze i że mnie kocha,

– chodził spać o 19 razem ze mną i dzieckiem,

– wstawał milion razy w nocy, że przystawić mi córkę do piersi i przy okazji przewinąć malucha,

– od narodzin wziął na siebie organizację kąpieli córek,

– nigdy nie powiedział złego słowa mimo, że w jednej minucie rozpływałam się nad cudem jakim jest dziecko, żeby po chwili ryczeć, ze nie dam rady,

– woził mnie na ściąganie ropy ze szwów po cesarce,

– powtarzał, że jestem dzielna i piękna,

– zadbał o moją intymność i spokój czasie połogu, zabraniając odwiedzin przez pierwszy miesiąc, za co jestem mu dozgonnie wdzięczna,

– codziennie mówił, że jestem wspaniałą matką,

– po prostu był ze mną w 100% i jest do dzisiejszego dnia.

Jak wspierać kobietę w połogu?

Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na to jak zaopiekować się świeżo upieczoną mamą, ale mogę wam zdradzić nasz nieidealny przepis na wsparcie w połogu. Potrzebujecie jednego zdrowego mężczyzny (u mnie 80 kilogramów czystej miłości), do tego 6 tygodni zaangażowania (na dwie ręce, dwie nogi i ogromne serducho), szczyptę pokory, ogromna garść cierpliwości i kilka kilogramów oddania. To tyle, nic więcej kobiecie w połogu do szczęścia nie jest potrzebne.

Wpis powstał w ramach akcji #DBAMboKOCHAM zorganizowanej przez Socjopatkę i Save the Magic Moments. Ty również możesz wziąć w niej udział, wystarczy że w lutym napiszesz post, wstawisz zdjęcie oraz opiszesz na Facebooku jak dbacie o tych których kochacie. Pamiętajcie o użyciu oficjalnego hasztagu akcji. Luty to nie tylko Walentynki, to cudowny moment by celebrować codziennie swoją miłość i mówić o tym głośno. Bardzo chętnie dowiem się jak Ty wspominasz swój połóg? Czy twój partner wie, jak wspierać kobietę w połogu? Jeśli uważasz, że tekst był przydatny i warto go przeczytać, tutaj na dole możesz go udostępnić w social mediach.

Nie przegap nowości na blogu:

Pages: 1 2

41 myśli na “Jak wspierać kobietę w połogu?”

  1. Piękny wpis! Przy tych punktach to aż mi łzy do oczu naszły (nie mogę zwalić już na hormony, jestem 8 miesięcy po porodzie 😉 Miałaś wspaniałą opiekę!!! Jestem tylko bardzo ciekawa jak sobie radziłaś/liście z obiema córkami jednocześnie? Mam na myśli, że jesteś obolała (po cc, znam to), potrzebujesz odpoczynku, Mania wymaga dużo czasu i zaangażowania, a tu jeszcze jest Zuza! Może o tym też napisz? Chętnie poczytam, bo kiedy myślę o drugim dziecku to lekko mnie przeraża wizja „uziemienia” po porodzie z jednoczesnym obowiązkiem zajęcia się dwoma maluchami jednocześnie… Ale ja ogólnie jestem bardzo bojaźliwa;)
    Też mój połóg wspominam jako czas testu dla Męża, który „zdał” wspaniale. Miałam wielkie wahania nastroju, codziennie płakałam bez większego powodu. Ciężki czas… Ale nieoceniona pomoc mężczyzny pozwoliła mi szybko wrócić na dobre tory;) Dodatkowo miałam ogromne wsparcie teściów (m.in. obiadki). Mimo, że było ciężko, będę dobrze to wspominać. Bez końca zachwycaliśmy się naszą małą Kruszynką. Ja do tej pory nie wierzę, że Ona wybrała nas na rodziców. Taka wspaniała dziewczynka 🙂

    1. A widzisz Dorko skoro zapytałaś o sytuację poporodową z dwójką dzieci bardzo chętnie ci o tym opowiem i to we wpisie, zaraz sobie zanotuję potrzebę takiego tematu. Bardzo ci dziękuję za twoją historię i budujący komentarz. W moim odczuciu pomoc męża w czasie połogu jest nieoceniona. Jego wsparcie to dla mnie dosłownie wszystko. Przy narodzinach Mani pomogła nam mama męża, która dzielnie opiekowała się Zuzą do mojego powrotu ze szpitala. Całe szczęście w połogu byliśmy sami. Bardzo szanuję bliskich, którzy zrozumeili moją sytuacje i nie naciskali na odwiedziny. Zdaję sibie sprawę, że w polskiej kulturze temat odwietek momentami sięga strefy sacrum… Jednak jako podwójna mama dziewczyn nie będę absolutnie nigdy naciskać na odwiedziny wnuków. Uszanuję decyzję córek i będę grzecznie wyczekiwac dobrej nowiny <3

  2. Cudowny wpis! Na pewno kosztował Cię wiele odwagi, ale również bardzo się cieszę, że miałam okazję go przeczytać, bo wiele uświadomił mi – jak naprawdę wygląda połóg. Dziękujcie Ci za to! ❤️

    Masz wspaniałego męża, odważnego, oddanego i bardzo kochającego.

    Dbajcie o siebie i o swoją miłość!

    No, uwielbiam Was jeszcze bardziej! ;D

    1. Dziekujemy Daga bardzo za te słowa 🙂 Pan Nieidealny to nie tylko wspaniały, wspierajacy mąż, ale również oddany Tata <3 Ciesze się, że nasze drogi się skrzyżowały. Temat połogu choć wstydliwy, jest bardzo ważny. Mam nadzieję, że choć garstka partnerów zrozumiem jak ich wsparcie jest szalenie ważne, właśnie po porodzie 🙂

  3. Bardzo intymna historia! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ale opowieści o połogu takim odartym z magicznej otoczki pierwszych chwil macierzyństwa, niepodkoloryzowanym, jest tak mało, że wierzę, iż bardzo się przyda wszystkim kobietom, które chcą wiedzieć, jak to wygląda. Albo – jako zaproszenie do rozmowy dla tych, które już mają doświadczenie z połogiem.
    Przyznam się, że w tym wszystkim najwięcej emocji wywołała we mnie sytuacja z podpaską w szpitalu – wyobrażam sobie, jak musiałaś się wtedy czuć… Dobrze, że miałaś ze sobą męża, który szybko zapanował nad sytuacją. <3 Wspaniały człowiek z niego swoją drogą. 🙂

    1. Dziękuję Ela za twój komentarz. Wiesz połóg na ten moment cię nie dotyczy, ale może kiedyś tobie lub komuś z twoich bliskich takie, normalne życiowe historie się przydadzą. Mój mąż naprawdę jest ogromnym wsparciem i to całe nasze rodzielstwo jest jakieś takie bardziej znośne we dwoje właśnie. Połog to czas na oswojenie się z nową wytuacją, powrót do „normalności” po porodzie, oraz cholenie truny czas, kiedy trzeba na nowo nauczyć się siebie.

  4. Niestety, ja też nie rozumiem tych masowych odwiedzin. Dwa razy miałam cc, dwa razy nie pozwoliłam nikomu przyjechać do szpitala. Tylko mąż był ze mną. Naprawdę nie wiem po co cała rodzina i znajomi się zjeżdżają, jak rodziców i dziecko można odwiedzić w domu, gdy już mama będzie się lepiej czuła. w przypadku sal jednoosobowych jestem w stanie to zrozumieć, ale tam gdzie leży dwie osoby, jednak trzeba uszanować czyjąś intymność.

    1. Kasiu cieszę się, że mamy podobne zdanie. Połóg to naprawdę bardzo intymny i trudny czas. tak wspomniałaś odwietki przeciez mogą poczekać do moemntu, aż rodzice sami dadzą sygnał, że są gotowi przyjąć gości. To w ogóle duży absurd, bo przecież kobieta wpołogu potrzebuje spokoju, wsparcia, wyciszenia,a bardzo często zapoina się o jej zdaniu, intymności i niestety niektórzy traktuja ową intymność jak fanaberię…

  5. Aniu wspaniały wpis. Pamiętam, że po pierwszej ciąży pisałam podobny u siebie. I choć mamy je bardzo podobne, to jednak różnią się centrum. Ty kładziesz nacisk na kobietę, ja kładłam nacisk na rodzinę. Pamiętam doskonale, jak wszyscy walili do Nas drzwiami i oknami, jakie były kłótnie, że nie przyjmujemy gości, że „odrzucamy” rodzinę. W szpitalu w przeciwieństwie do Ciebie chciałam odwiedzin, właśnie dlatego, że tam był personel medyczny, tam nikomu nie trzeba było parzyć kawy, ani koło nikogo chodzić. Tam Ci teściowa nie siedzi nad głową 4 h. Tam obowiązują reguły. A w domu… w domu czekają na ciasto i kawę, siedzą, jakby przyszli w goście. I nie myślą, że chcesz się położyć. W domu śleczą Ci nad dzieckiem, by już wstało,bo chcą je zobaczyć. Na blogu powstał u mnie wręcz cykl postów, jak traktować kobietę w połogu, jak się zachowywać podczas pierwszych odwiedzin itp. Miałam totalną traumę, przechodziłam przez baby blues i walczyłam o spokój dla mojej rodziny. Tak, bo uważam, że te pierwsze tygodnie to szalenie intymny czas. Czas tylko dla Was. Na Ciebie, męża i tej małej istotki, która zrodziła się z Waszej miłości. To czas, gdy musicie siebie poznać, ułożyć życie na nowo, bo przecież już nigdy nie będzie tak samo. To czas, gdy leżysz (bo wstać nie możesz) i gapisz się na to małe cudo. To czas, gdy możecie z mężem rozmawiać, ustalać, planować, snuć wizje wspólnego rodzicielstwa. Uważam, że odwiedziny powinny odbywać się dopiero po 4 tygodniu od porodu. Ale to moje bardzo subiektywne zdanie 🙂

    Ciepło pozdrawiam! I dziękuję za tak piękny wpis i udział w Kampanii!

    1. Magda jak cię doskonale rozumiem! Rodzinne boje u nas nie były takie spektakularne, ale dało się odczuć foszki, że włąsnie wyznczyliśmy granicę braku odwiedzin. Niestety to jest taki trochę „mobbing rodzinny”, żeby po porodzie od razu umawiac się na wizyty i tyle. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby przyjmowac rodzine, czy znajomych w tak trudnym dla mnie czasie jakim był połóg. Druga kwestia to ryzyko zarażenia zarazkami noworodka. Są to dla mnie kwestie kluczowe i ciesze się, że miałam w mężu wspacie. Bardzo chętni wrócę do twoich tekstów, bo na pewno są w nich twoje emocje, które i dla mnie są bardzo bliskie. Dziekuję za możliwość bycia częścią wspaniałej kampanii i mam nadzieję, że tekst będzie dialogiem, dla innych kobiet i partnerów, których zdanie się rożni 🙂

      1. Tak, kwestia całowania rączek i niemycia własnych też nie jest mi obca. A emocji u mnie zawsze znajdziesz wulkan 🙂 Moje najlepsze teksty są właśnie te emocjonalne 🙂 Uważam, że na zimno nie ma co pisać 🙂 Dziękuję Ci za miłe słowa, a przede wszystkim za udział w kampanii. Ciepło pozdrawiam!

  6. Masz naprawdę wspaniałego męża. Taki facet to skarb! Mój niestety aż tak mi nie pomagał, ale też nie śmiałabym narzekać. Miałam za to pomoc teściowej. Jeśli chodzi o polog to nie wspominam go najgorzej! Też miałam sytuację z kałuża krwi podczas pionizowania… Okropna rzecz. Ten wczesny polog był niefajny, ale później już było całkiem ok 🙂 Świetnie, naturalnie piszesz i zdecydowanie muszę czesciej Cię czytać 🙂

    1. Dziekuję Magda za odwiedziny i twoją historię 🙂 Super, że zostałaś otoczona opieka męża i teściowej, to bardzo wazne, aby połóg znieść jak najłagodniej. Spokojna mama to i spokojne dziecko 🙂 Dziękuję za miłe słowa 🙂

  7. Dzielna jesteś Aniu, po pierwsze za to co przeszłaś i jak to przeszłaś, a po drugie za to, że się tym podzieliłaś. Ja w połogu złapałam baby blusa – miałam problem z karmieniem piersią, dziecko nie przybierało na wadze, a i tak urodziło się maleńkie. Każdy oczekiwał, że skoro jestem mamą to wszystko wiem, ale i tak lepiej mi poradzić co nieco… Ogarnęłam się dzięki mężowi <3

    A odwiedziny… sama nie chodzę i nie chodziłam nigdy do maluszków. Mamy czują się jak się czują, a dziecku nie chcę nigdy zarazków przynosić! Przecież po miesiącu jak mama wszystko ogarnie, poza dziecko, wpadnie w nowy rytm, poczuje się lepiej – wtedy można do niej iść. Żeby tylko każdy tak to rozumiał….

    1. Dziękuję Karolina za tyle dobych i budujących słów <3 Zgadzam się z Tobą, że w przypadku odwoedzin istnieje przecież ryzyko zarażenia noworodka jakimś przeziębieniem… Jestem w stanie sobie wyobrazić jak musiało być ci ciężko z tymi wszystkimi emocjami, ale najważniejsze że dałaś radę i że mąż był obok. A koniec końców przyrost wagi skończył się happy endem ?:)

  8. Genialny wpis, który powinien stanowić inspirację dla tatusiów. 🙂

    Ja miałam to szczęście, że mój mąż spędził z nami w domu dwa miesiące, podczas których nie rozstawaliśmy się ani na krok. 😉 Bezwarunkowe wsparcie i towarzyszenie partnera w tak ważnym momencie, to wielka rzecz.

    Pokrzepiające są takie historie, jak Wasze i bardzo potrzebne. 🙂

    1. Ola <3 Cudownie, że twój maż miał taką możliwość i był pomocą oraz wsparciem 🙂 To daje tak wiele. Poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, pociszenie …Ciesze się, że teks się podobał 🙂

  9. WOW, faktycznie jesteście obydwoje super dzielni, że daliście radę mimu tylu komplikacji 🙂 Masz rację, że samotne mamy są superbohaterkami. Również nie potrafię sobie wyobrazic wychowywania dzieci bez parnera, bez wsparcia. Buziaki <3

      1. Wsparcie było. Jeszcze takie nieporadne ale liczą się chęci prawda? 😀 Sama jako 18-latka nie udźwignęłabym tego sama. Czułam wielkie wsparcie we wszystkich dookoła. Rzeczywiście kobieta zaraz po porodzie ma psychikę w strzępach…

  10. Aleksandra Kimpel

    Aniu, świetny wpis, w punkt! Mój mąż za każdym razem był z nami. Potrafił ogarnąć jedno, dwoje, a przy trzecim zorganizować opiekę dla chłopców, zrobić z nimi „imprezkę” z okazji narodzin siostry, być ze mną i maleńką w szpitalu. To On wstaje w nocy i budzi mnie na karmienie…
    O połogu (jednym, drugim i trzecim) mogłabym długo opowiadać. W skrócie – pierwszy w szpitalu, drugi w strachu o synka, trzeci – najłatwiejszy – z próbą ogarnięcia całości. W każdym z bezcenną pomocą mojego Męża.
    I tak, nie zapraszam i unikam odwiedzin w pierwszym miesiącu życia dziecka. Dlaczego? Bo łatwo dać mu zbyt wiele bodźców, z którymi nie będzie potrafiło sobie poradzić. Bo można przenieść infekcje, z którą trudno będzie sobie poradzić (choćby katar). Bo to czas na adaptację (starsze rodzenstwo też go potrzebuję), na kontakty towarzyskie jeszcze będzie miejsce.
    Chronię moją rodzinę, choć często spotykam się z niezrozumieniem, także wśród bliskich.
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Ola bardzoci dziękuję za ciepłemsłowa i podzielenia się twoimi doświadczeniami <3 Jeszcze bardziej się cieszę, że miałaś tak wspaniałą opiekę i wsparcie meza. Kolejny Skarb 🙂 I jak najbardziej popieram twoje zdanie w temacie odwietk, narażani maluszków na infekcje 🙂 Czasy się zmieniają i warto uszanowac decyzję nowej rodziny <3

  11. Pamiętam, jak dziś, jak w szkole rodzenia położna powiedziała: ” Dziewczyny, Wy boicie się porodu? Poród to nic, poboli was jakiś czas i już. Wy zacznijcie się bać połogu.”I rzeczywiście, po pierwszym porodzie, połóg miałam straszny. Prawie dwa tygodnie nie mogłam usiąść, rana po nacięciu nie chciała się goić, mąż mnie opatrywał (pamiętam, jak moja mama, pokazywała mojemu Mężowi, jak mnie opartywać – pokazywała na mnie czyli, siedzieli między moimi nogami). Dodatkowo, cała opieka nad nowonarodzoną córką, spadła również na Niego. Miałam ogromnie poczucie winy wobec Męża, że Go zawodzę, że przecież nie tak to miało wyglądać. A po porodzie naturalnym przecież tak szybko dochodzi się do siebie. I co z tymi wszystkimi pięknymi, uśmiechniętymi mamuśkami! One są uśmiechnięte, a ja leże na podkładzie, nie nadążam zmieniać podpasek, nawet nie dam rady podnieść nogi żeby wejść do wanny. A One? ….na to mój Mąż: za dużo filmów dzieciaku ;)…Po drugim porodzie, po tygodniu, oświadczyłam Mężowi, że już zakończyłam połóg. Nie było rany, bo nie było nacięcia, nawału nie miałam. Kolejnego dnia, pop powrocie ze szpitala, ugotowałam obiad, jakby się nic nie wydarzyło. Starsza córka się bawiła, mąż pracował (pracuje w domu), ja gotowałam… tylko w łóżeczku spokojnie spała nasza druga, nowonarodzona perełka.

    1. Magda <3 dziękuję ci za twoją historię. Absolutnie nie powinnaś się obwinaić, bo połóg to po prostu bardzo trudny moment. Mimo wszystko ciesze się, że znalazłaś wsparcie i że za drugim razem wszystko przebiagało lepiej. Myślę, że doświadczenie z pierwszego połogu na pewne czegoś mimo wszystko, dobrego cie nauczyło. Ściskam ciepło 🙂

  12. Sandra Nowicka-Nowak

    Połóg trzeba po prostu przeżyć, rzeczywiście te 6 tygodni dać sobie przyzwolenie na smutek, ból, niewyspanie, potrzebę leżenia, mi pomagali organizycyjnie teściowie, szczególnie ze starszą córką, mąż wspierał, akurat nie miałam problemu ani z karmieniem ani zbytnio z bólem więc wstawałam do małej. ja też ostatnio napisałam troszkę podobny wpis raczej ogólnie o poczatkach macierzyństwa. http://www.majciakombinuje.pl

  13. Mam wspaniałego męża, wiele mi pomagal i w ciąży, i po porodzie, był przy pierwszym porodzie (na drugi nie zdążył ), ale nie był aż tak zaangażowany jak Pan Nieidealny. Jednak nie mogę o nim źle mówić, bo to mężczyzna z wielkim sercem i oddany mi i rodzinie.

    Mój połóg po pierwszym porodzie był ciężki, drugi jakoś tak łatwiej znioslam. Szczerze mówiąc to wymazałam juz te etapy z pamięci…

    1. Aniu, jestem w stanie to zrozumieć. Połóg może być tak bolesnt, trudny, a nawet traumatyczny, że żadna znas nie ma ochoty do tego wracać. Niemniej po rekacjach na ten wpis widzę, że ten temat i wpis był bardzo potrzebny, tym bardziej cieszę się, że jego odbior jest tak szeroki i pozytywny. Ściskam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *